- MENU - 
 Strona główna 
 Moja historia 
 Dalsze losy 
 Moje zdjęcia 
 Wypisy szpitalne 
 Apel o pomoc - 1,5% 
 Fundacja dzieciom 
 Jak przekazać 1,5% 
 Podziękowania 
 Wizytówka 
     
  Moja historia ...  
     
 

        Mam na imię Klaudia, urodziłam się 6 grudnia 1999 r. Kiedy byłam siódmy miesiąc w brzuszku mamusi, lekarze zrobili badanie ultrasonograficzne płodu. Okazało się wówczas, że w mojej główce w obrębie lewego płata skroniowego rozrasta się tkanka nowotworowa, a przy pniu mózgu znajduje się torbiel. Wymagałam interwencji neurochirurgicznej, dlatego rodzice zdecydowali się na przedwczesne wywołanie porodu, aby móc mnie ratować.

        Urodziłam się w Szpitalu Wojewódzkim w Olsztynie.

 
     
 

Ku zdziwieniu lekarzy przyszłam na świat zdobywając 9 punktów Apgar. Ważyłam 2,5 kg i miałam 49 cm.dł. Mój stan był dobry, lecz w ciągu kilku godzin, torbiel wypełniająca się płynem mózgowym dała o sobie znać i czułam się coraz gorzej. Po wykonaniu tomografii Komputerowej główki i konsultacji z neurochirurgami, wraz z rodzicami pojechałam do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.


        Lekarze powiedzieli, że mam „bombę w głowie”, lecz operację zaplanowali aż za kilka dni, bo nadchodziły Święta Bożego Narodzenia. Rosnąca torbiel nie pozwoliła tyle czekać. Po pięciu dniach pobytu w szpitalu ucisnęła na pień mózgu, co spowodowało zahamowanie oddychania i krwotok w mojej głowie. Dopiero wtedy zdecydowano o przeprowadzeniu operacji. Była ona długa, trudna i źle rokująca. Przez kolejne dni oddychał za mnie respirator, spadłam na wadze, mój stan się pogarszał, lekarze kazali rodzicom nastawić się na najgorsze.


        

             Ale ja się nie poddałam. Po trzech miesiącach walki o życie pierwszy raz pojechałam do domu i spałam w swoim łóżeczku.

        Szczęście nie trwało długo. Po dwóch tygodniach poczułam się źle, przestałam przyjmować posiłki, bardzo bolała mnie głowa. Musiałam powrócić do szpitala. Wówczas zaczął się prawdziwy horror. Wraz z rodzicami w Centrum Zdrowia Dziecka spędziłam rok. W tym czasie przeszłam 11 operacji neurochirurgicznych. Każda z nich była dla mnie śmiertelnym zagrożeniem.

        Jedna z operacji polegała na usunięciu nowotworu. Lekarze wycięli cały lewy płat skroniowy, przez co nie potrafię mówić, nie rozumiem słów i pojęć, nie mam możliwości komunikowania się ze światem zewnętrznym. Następnie zaczęły się komplikacje polegające na tworzeniu się nowych przestrzeni płynowych w mózgu, które wymagały udrażniania poprzez zakładanie zastawek.

        Podczas ostatniej operacji zostałam zainfekowana, i w moim płynie mózgowo-rdzeniowym zaczęła rozwijać się bardzo groźna bakteria - gronkowiec złocisty. Mój stan po raz kolejny był bardzo poważny.

        Infekcja rozwijała się coraz bardziej i wyniszczała tkankę mózgową, co wpływało na mój ogólny stan kliniczny. Wpadłam w śpiączkę, zaczęły się nieustające napady padaczkowe, rodzice karmili mnie przez sondę. Po kilku dniach neurochirurdzy stwierdzili, iż nie są w stanie mi pomóc i zostałam odesłana do Szpitala Dziecięcego w Olsztynie.

        Cierpiałam bardzo, lecz dzięki wspaniałej opiece lekarskiej, trosce rodziców i ogromnej woli życia, mój stan zaczął się poprawiać.

Kolejny rok spędziłam w szpitalu. Każdego dnia bezpośrednio do mojej główki podawano antybiotyk, co bardzo bolało, ale w ten sposób infekcja wywołana gronkowcem została wyleczona. Z jej konsekwencjami walczę do dziś.

        Teraz mam 9 lat. Ogromnym problemem jest dla mnie niedowład nóżek i prawej rączki. Mam też trudności z oddawaniem moczu, uszkodzony nerw wzrokowy i codzienne napady padaczkowe, których w ciągu doby jest kilkanaście. Są one bardzo męczące i prowadzą do zaburzeń snu.

        Każdego dnia jestem rehabilitowana. Pani rehabilitantka lub rodzice ćwiczą ze mną intensywnie, co wymaga ode mnie dużo pracy. Dzięki temu nie robią mi się przykurcze w nóżkach i rączkach, nauczyłam się utrzymywać głowę w pionie, czego wcześniej nie potrafiłam.



       

Mam też zajęcia indywidualne z panią nauczycielką, która pracuje nad moim rozwojem intelektualnym. Moimi rączkami maluje obrazki, wygniata z plasteliny różne rzeczy, mówi lub śpiewa o otaczającym mnie świecie. Bardzo lubię grać na bębenku, cymbałkach i tamburynie.

       

 

 

          Rodzice jeżdżą ze mną do różnych lekarzy specjalistów między innymi do urologa, stomatologa, rehabilitanta i neurologa. Jestem pod opieką Pani Doktor z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Podczas pobytów na oddziale neurologicznym, mam wykonywane badanie EEG, rezonans magnetyczny, poziomy leków we krwi, itp. Na szczęście w kolejnych badaniach kontrolnych głowy, nie wykryto wznowy guza i wszyscy mają nadzieja, że to nigdy nie nastąpi.

     Trzymajcie za mnie kciuki.
     KLAUDIA

[ do góry ]

 

Aleksandra i Jacek Maszota   •   tel. 692-003-993   •   © 2007-2023    •    WWW